IX Międzynarodowy Festiwal Folkloru

21 lipca 2003 roku rozpoczęliśmy wyprawę na IX Międzynarodowy Festiwal Folkloru na Kaszuby. Specjalnie przygotowany program przez kierownika artystycznego Leszka Rembowskiego zawierał przede wszystkim tańce wielkopolskie ale również tańce narodowe i tańce z regionów rozbarsko-bytomskiego, rzeszowskie oraz Krakowiaków Wschodnich. Przed odjazdem nasz manager Piotr Kulka wręczył każdemu z dawna oczekiwane niespodzianki: puchate i cudownie mięciutkie polarki!! Oczywiście z logo naszego zespołu Pomysł wręczania ciepłych kurtek w środku lata wydawał nam się dość niezwykły, lecz już pierwszej zimnej kaszubskiej nocy, choć wyglądaliśmy jak stado polarnych niedźwiedzi zrozumieliśmy, że w ten sposób Piotr starał się zadbać o nasze zdrowie.
W Brusach przywitało nas gorąco aż pięciu pilotów.Zamieszkaliśmy w budynku szkoły, a nasz los podzieliły grupy z Nowej Rudy, Słowacji, Włoch i Holandii. Pierwszego wieczoru zorganizowaliśmy imprezkę zapoznawczą, na której zjawili się tylko Włosi. Przy ich muzyce bawiliśmy się do bladego wtorkowego świtu.

A wtorek był dniem rozpoczęcia festiwalu. Wraz z zespołem Włoskim pojechaliśmy do Chojnic, gdzie podczas inauguracyjnej parady spotkaliśmy pozostałych uczestników festiwalu: zespoły z Algierii, Meksyku, Chorwacji, Danii, Grecji, Bułgarii, Serbii i Czarnogóry, oraz liczne zespoły z Kaszub. Parada zakończyła się wielkim koncertem, podczas którego każdy zespół miał okazję do krótkiej prezentacji.Zespół nasz pokazał tańce i przyśpiewki zachodniej wielkopolski.
Okazją do bliższego poznania wszystkich uczestników był środowy wieczór nad jeziorem Charzykowskim, gdzie wszyscy razem bawiliśmy się przy rytmach proponowanych przez kolejne kapele przybyłe na festiwal. Najweselej bawiliśmy się przy muzyce rodem z Meksyku. Jak zwykle nie mogło zabraknąć hitu naszej kapeli "Tańczymy labado", w czasie którego wszyscy uczestnicy mieli okazje do bliższego kontaktu... rąk, nosów, brzuszków i ku uciesze męskiej części - kolanek.
Wolne od koncertów przedpołudnia spędzaliśmy nad jeziorem korzystając z kąpieli słonecznych, a opalenizna stanowiła piękny kontrast z naszymi śnieżnobiałymi elementami stroju.

Koncertowaliśmy w różnych miejscowościach kaszubskich, ale najbardziej zapadły nam w pamięć dwie sceny. Pierwsza, na zamku w Bytowie, była kryta strzechą. Jednak tańcząc na niej trudno było ominąć słup, ową strzechę podpierający, który dziwnym zrządzeniem losu znajdował się zawsze na linii naszego tańca. Druga niecodzienna scena miała kształt łodzi. Znajdowała się nad jeziorem w malowniczej miejscowości o nazwie wzbudzającej salwy śmiechu – Swornegacie.
Nasze koncerty gromadziły zawsze sporą publiczność domagającą się bisów. Dostawaliśmy gromkie brawa i pochwały za nasze układy. Szczególnie podobały się tańce wielkopolskie przy muzyce kozła weselnego oraz tańce i przyśpiewki rozbarsko-bytomskie.
Po wielu dniach koncertów nadeszła sobota, która była dniem chrztu... Zgodnie z tradycją osoby reprezentujące po raz pierwszy "Cepelię – Poznań" poza granicami Poznania, zostały poddane rytuałowi przyjęcia do grona członków zespołu. W tym roku zadaniem nowicjuszy było przebranie się za Purtki i Fąfole (śmieszne nazwy dwóch zespołów kaszubskich) oraz ułożenie i wykonanie piosenki o zespole w gwarze kaszubskiej. Oprócz tego każdy z chrzczonych musiał wykonać zadanie związane z integracją europejską. Ku zaskoczeniu "Wielkiej Rady", wszystkie zadania zostały wypełnione i nikt nie musiał kosztować karnego napoju, o którego zawartości lepiej nie wspominać.

Kolejnym punktem festiwalu były "Wybory Miss", do których każdy zespół mógł zgłosić swoją kandydatkę. Z naszego grona wytypowaliśmy Kasię Franciszkiewicz zwaną "Francem", którą zawzięcie dopingowaliśmy okrzykami i transparentami. Miło nam było kiedy jury ogłosiło Kasię II Vice Miss tuż za zwycięską Chorwatką i Słowaczką.

Festiwal nieuchronnie zbliżał się do hucznego końca. Wszyscy goście festiwalowi zgromadzili się w przepięknym bruskim kościele na uroczystej mszy, gdzie "Cepelia-Poznań" zaśpiewała "Czarną Madonnę", za jej wykonanie otrzymaliśmy gromkie brawa. Po mszy gwarnym pochodem przeszliśmy na stadion, gdzie znajdowała się ogromna, festiwalowa scena. Przechodząc przed trubuną główną konferansjer zapowiedział: "Macie państwo okazję podziwiać najzabawniejszą grupę festiwalu Zespół Folklorystyczny "Cepelia-Poznań". Nareszcie mieliśmy okazje zatańczyć z wszystkimi uczestnikami festiwalu, gdyż każdy zespół miał swoje "pięć minut". Po koncercie wszyscy razem spotkaliśmy się na scenie, odebraliśmy gratulacje i życzenia powodzenia, a gdy tylko dobiegły nas słowa kończące festiwal nad naszymi głowami rozpoczął się pokaz cudownych fajerwerków.
Nazajutrz wróciliśmy do Poznania. Znów był poniedziałek, godzina 15-ta i wszystkim się zdawało, że wyprawa na Kaszuby dopiero się rozpoczyna... Hmm, cóż następna wyprawa będzie bardziej egzotyczna - Korea!!