Przejdź do menu Przejdź do treści Przejdź do stopki

II MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL...

Kathmandu, Pokhara i Chitwan to miasta, w których tancerze zespołu prezentowali nie tylko tańce wielkopolskie, ale również narodowe oraz tańce i przyśpiewki z różnych regionów naszego kraju. Widownia (do trzech tysięcy osób na każdym koncercie) z niedowierzaniem patrzyła na żywiołowe, pełne wdzięku polskie tańce. Najbardziej oczywiście podobały się tańce Beskidu Śląskiego, a szczególne popisy męskie, ale z kostiumów największe wrażenie zrobiły kostiumy szamotulskie. Śnieżnobiałe, wykrochmalone czepce i kryzy wzbudzały wielki zachwyt i zdarzało się, że po koncercie publiczność podchodziła i dotykając kostiumów zadawała pytania: jak takie rzeczy się robi i jak utrzymuje się to w tak należytym stanie.
Wielkie parady ulicami Nepalu przy temperaturze do 38 stopni Celsjusza wśród zgromadzonego tłumu ukazywały różnorodność kultur uczestniczących zespołów, a były tam grupy z: Australii, Indii, Tajwanu, Kostryki, Danii, Izraela i Nepalu.
Już po pierwszym koncercie "Cepelia" prezentując tańce i przyśpiewki szamotulskie otrzymała zaproszenie na Kostarykę. Z tą też grupą tancerze zaprzyjaźnili się najbardziej. Wspólne wieczorne spotkania przy polskiej i kostarykańskiej ludowej muzyce odbywały się niemalże codziennie.
Oprócz wspaniałych koncertów i parad Organizatorzy zapewnili nam nie lada atrakcje. Najpierw tancerze oglądali wschód słońca nad ośmiotysięcznikami ze szczytu góry Sarangkot. Tutaj to zaręczyła się cepeliowska para: Karolina Szawalla i Roman Krobski. Kolejną atrakcją była wyprawa do Chitwan National Park, gdzie najpierw przez dwie godziny, przemierzając gąszcze dżungli, na grzbietach słoni cepeliowcy podziwiali wspaniałe okazy nosorożców, hipopotamów, krokodyli i wielu innych niezwykłych okazów zwierząt, a następnie w rwącej rzece kąpali z tymi wielkimi zwierzętami. Słonie jak potulne zwierzątka bawiły się z tancerzami zespołu, przewracały się to na jedną to na druga stronę zrzucając z siebie wchodzących na nie tancerzami. Radości i śmiechu nie było końca.
Obcowanie z dzikimi zwierzętami okazało się codziennością. Po słoniach i nosorożcach, na których jechał niejeden z uczestników wyjazdu, przyszła pora na małpy. W Świątyni Małp te pełne wdzięku i wigoru zwierzęta bawiły się z tancerzami i nawet jadły im z ręki.
Wielkim zaskoczeniem dla zespołu był również przygotowany przez organizatorów przelot nad ośmiotysięcznikami. Kiedy Mount Everest ukazał swe piękno zaręczyła się kolejna para zespołu: Joanna Bączkowska i Bartosz Soberski.
Atrakcjom nie było końca, każdy dzień przynosił wielkie niespodzianki.Dwa tygodnie przeleciały bardzo szybko i czas było wracać do domu. Kolejna egzotyczna wyprawa poznaniaków dobiegła końca, ale niestety zespół nie ma czasu na odpoczynek. Już od 28 czerwca "Cepelia-Poznań" rozpoczyna nagrania kolejnej płyty. Tym razem będą to osiemnasto- i dziewiętnastowieczne ludowe pastorałki.